Czy zakład karny resocjalizuje?
niedziela, 19 listopada 2006 00:59

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar


Najsurowsze kary nie odstraszają, ani nie resocjalizują przestępców. Na świecie stosuje się wszystkie znane od wieków rodzaje kar: śmierć, okaleczenie, ciężkie roboty, zesłanie, wiezienie, odebranie majątku. Z takim samym skutkiem jak sto, dwieście lat temu. Żaden system kar nie przyczynia się do spadku przestępczości lepiej niż inne i żaden nie jest powszechnie uznawany za bardziej sprawiedliwy. Przez wieki urządzano publiczne karnie: obcinano skazańcom ręce i nogi, obdzierano ze skory, przypalano i zadawano inne męki. Jednak z czasem publiczne kary zaczęły odnosić odwrotny skutek: zamiast respektu dla prawa rodziły bunt przeciw okrucieństwu.

 

Obecnie także próbuje się odstraszać od łamania prawa za pomocą publicznych egzekucji. W USA śmierci skazańca towarzyszą dziennikarze, najbliżsi krewni skazanego i ofiary przestępstwa. W Chinach egzekucje z reguły odbywają się na stadionach. W krajach stosujących prawo koraniczne (szariat) publicznie zabija się i okalecza.

 

W PRL publiczne egzekucje wprowadzał dekret PKWN. Wykonywano je do 1950 r. - przez rozstrzelanie lub powieszenie - m.in. na działaczach antykomunistycznego podziemia. Kara wiezienia nie ma charakteru publicznego, wiec jej wychowawczy dla społeczeństwa efekt to ogłoszenie wyroku. Foucault tak relacjonuje poglądy XVIII- i XIX-wiecznych penitencjarystow: "Kara niejawna jest kara w połowie zmarnowana. Na miejsce egzekucji [wykonania kary - ES] powinny przychodzić dzieci: będzie to dla nich lekcja wychowania obywatelskiego. Dorośli zaś odnawiać tam będą od czasu do czasu swoja znajomość prawa. Projektujmy miejsca wykonania kar jako Ogródki Prawa, gdzie rodziny przychodziłyby w niedziele". Oferowano wycieczki do więzień i kopalń, w których pracowali skazańcy, organizowano roboty publiczne, pokazy zakuwania w kajdany i przemarsze kajdaniarzy.

 

Zabiegi te służą rozbudzaniu strachu przed kara i respektu dla prawa. "Skazańca sprowadza się do podziemnej klatki przykrytej z wierzchu metalowa krata. Choć na dworze temperatura spada do minus 30-40 stopni, polewa się go lodowata woda (...) Wiec skazani na śmierć, których ułaskawiliśmy, piszą do nas listy: oddajcie nam karę śmierci. W tych warunkach nie da się żyć."


To fragment wywiadu z Anatolijem Pristawkinem, przewodniczącym komisji ułaskawień przy prezydencie Rosji. Pristawkin opowiada tez o znanym moskiewskim areszcie śledczym: "Nasza komisja była niedawno w Butyrkach. Jeden z członków, pisarz łagiernik Lew Razgon, pokazał nam cele, w której niegdyś siedział. Wówczas przetrzymywano tam dziesięciu więźniów. A dziś stłoczono w niej setkę! Część z nich leży na dwupiętrowych pryczach, pozostali stoją".


Nic nie wskazuje, by system penitencjarny nastawiony na represje i odwet odstraszał przestępców. Również nic nie wskazuje, by system nastawiony na wychowywanie i leczenie skazanych przyczyniał się do spadku przestępczości.


Od końca XVIII wieku rozwijał się w Europie ruch mający na celu resocjalizacje więźniów. Bilans tych wysiłków jest przygnębiający: dziś wiemy, ze wiezienie nie wychowuje - niezależnie od tego, czy jest okrutnym lochem czy placówka wychowawczo-lecznicza.


Ale jednocześnie wiezienie jest i pozostanie najbardziej uniwersalnym narzędziem kary, dlatego trzeba się starać, by przynajmniej nie demoralizowało bardziej, niż to nieuniknione.

 

Jeśli zaczniemy karać śmiercią za przestępstwa różnej wagi, pojawi się problem różnicowania kary. Dlaczego na tym samym miejscu klasyfikować kogoś, kto dokonał gwałtu ze szczególnym okrucieństwem i kogoś, kto ukradł coś? To droga powrotu do średniowiecznej kaźni. W RPA społeczeństwo domaga się przywrócenia zniesionej kary śmierci. Sprzeciwia się temu stanowczo prezydent Nelson Mandela, wiec ludzie wzięli sprawiedliwość we własne ręce. Samozwańcze trybunały ludowe sądzą przestępców złapanych na gorącym uczynku i dokonują egzekucji. Ale mimo to, co kilkanaście sekund jest w tym kraju popełniane przestępstwo, co pół godziny zabójstwo.

 

Karać sprawiedliwie oznaczało kiedyś "oko za oko". Takie kary nadal istnieją w krajach, w których obowiązuje prawo koraniczne. W krajach cywilizacji zachodniej ostatecznie zostały zaprzestane pod koniec XVIII wieku. Jednak słychać glosy, że należałoby je przywrócić. Przed pierwszą rozprawą zabójców warszawskiego maturzysty Tomka Jaworskiego ludzie zgromadzeni przed sala sadowa mówili: "Śmierć to za mała kara za tortury, jakie Tomkowi zadali zabójcy".

 

Być może byłaby to sprawiedliwa odpłata, ale rodzi ona wiele wątpliwości natury etycznej i praktycznej.

 

Zemsta nie jest jedynym sposobem zadośćuczynienia ofierze. Sam przestępca może próbować wynagrodzić krzywdę, zrobić coś dobrego na rzecz ofiary i sprawić, aby krzywda lub jej skutki stały się lżejsze do zniesienia.

 

Zdaniem Amerykanów pojmani w Afganistanie bojownicy Osamy bin Ladena zasłużyli na następujące warunki - cela ma 1,8 na 2,4 m, betonową podłogę, drewniany dach i drobną siatkę zamiast ścian. W środku leży materac. Jest jeszcze egzemplarz Koranu, dwa ręczniki - jeden do mycia, drugi służy jako dywanik rozkładany w czasie muzułmańskiej modlitwy - i nocnik. Dookoła ogrodzenie pod napięciem, druty kolczaste, uzbrojeni po zęby strażnicy, wyszkolone psy i pola minowe.

 

Swoją surowość Amerykanie tłumaczą wymogami bezpieczeństwa. „To nie są przyjemni ludzie” mówił o aresztantach z al-Kaidy gen. Michael Lehnert, odpowiedzialny za więzienie w Guantanamo – „Zapowiadają, że zanim opuszczą wyspę, pozabijają nas”. Dlatego już w czasie transportu Amerykanie, obawiając się o bezpieczeństwo samolotów i ich załóg, stosują drakońskie metody. Więźniowie podczas ponad 20-godzinnego lotu skuci są łańcuchami i przywiązani do siedzeń, mają na twarzach maski chirurgiczne, gdyż u niektórych podejrzewa się gruźlicę. Odurzeni valium, z kapturami na głowach, nie mają szans ani zaatakować pilotów i porwać samolotu, ani zrobić sobie krzywdy.

 

Mieszkańcy Nowego Jorku czy Miami uważają, że więźniowie ci zrobili tyle złego i są tak niebezpieczni, iż nie należą im się żadne prawa, a jeśli już, to na pewno dla tych praw nie należy poświęcać czyjegokolwiek bezpieczeństwa.

 

Przez wieki wymiar sprawiedliwości coraz bardziej oddzielał przestępcę i jego czyn od ofiary. Kary zmierzały do zadośćuczynienia ofierze. Jeśli ktoś ukradł - musiał oddać lub odpracować wartość łupu. Jeśli okaleczył to musiał płacić rentę i pomagać ofierze. Jeśli zabił to płacił odszkodowanie rodzinie ofiary i utrzymywał sieroty.

 

Dzisiaj sadzi się za złamanie prawa. Dla współczesnego wymiaru sprawiedliwości to nie pojedynczy człowiek, lecz państwo, które ustanowiło prawo, jest ofiara przestępstwa. Dlatego pokrzywdzeni interesują sędziów jedynie jako świadkowie przestępstwa, a ludzie widza w sadach bezduszne maszyny do stosowania prawa.

 

Sprawiedliwość w sądach wyglądałaby inaczej, gdyby obok represji kara zawierała element zadośćuczynienia ofierze.

 

Nie ma lekarstwa na występek i zbrodnie. Nie ma kar, które zawierałyby wszystkie cele: odpłatę, zadośćuczynienie, odstraszenie i ochronę społeczeństwa przed przestępcą. Jednak karać trzeba, ponieważ nie powinno być winy bez kary.


Na podstawie artykułu Ewy Siedleckiej „Czy przestępca może wszystko” Gazeta Wyborcza

 

 
Zobacz też:
© 2002-2011 Serwis więziennictwo, resocjalizacja i przestępczość - www.agb.waw.pl/cms
Joomla templates by a4joomla

Ta strona używa plików Cookies. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Czytaj więcej....

Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies.

EU Cookie Directive Module Information